Set: “Rearviewmirror”, “Animal”, “Hail, Hail”, “Corduroy”, “Given to Fly”, “World Wide Suicide”, “Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town”, “I Am Mine”, “Lukin”, “Even Flow”, “Comatose”, “Nothingman”, “State Of Love And Trust”, “Spin The Black Circle”
Bis: “Severed Hand”, “Leatherman”, improwizacja, “Daughter” / “Another Brick In The Wall, Part 2″ (Pink Floyd), “Whipping”, “Black”, “Jeremy”
Bis 2: “Indifference”
Czwarty występ Pearl Jam w Polsce już za nami. Przypomijmy jak to się wszystko odbyło.
Relacja
Impreza miała miejsce na Stadionie Śląskim. Przyznajmy uczciwie, że Pearl Jam nie do końca pasował do takiej scenerii – z telebimami, olbrzymią sceną, tysiącami przypadkowych ludzi. Muzyka się obroniła, ale atmosfera i przebieg koncertu były bardzo nietypowe jak na ten zespół. Przed główną gwiazdą wieczoru wystąpiły trzy inne grupy. Pierwszy był Gutierez – zdeklarowani fani Pearl Jam, sympatyczna debiutująca kapela – ich występ nie był może powalający, ale nikogo też nie rozczarował. Potem scenę zajęła COMA – znany polski zespół rockowy. Ich występ zebrał różne opinie, nawet wśród fanów tej kapeli. Po polskich supportach przyszła pora na gwiazdę: Linkin Park. Jak sami przyznali – podziwiają Pearl Jam i w przyszłości chcieliby być tam gdzie zespół z Seattle. Mimo diametralnie różnej muzyki i publiczności obyło się bez większych zgrzytów.
Pearl Jam wszedł na scenę z paronasto-minutowym opóźnieniem spowodowanym przede wszystkim późnym przybyciem ciężarówek ze sprzętem. Około godziny 21:30 światła zgasły (podświetlone były tylko elementy scenografii), a z głośników wydobyły się dźwięki “Master/Slave”. Za chwilę na scenę wkroczył zespół. Zaczęło się od niespodzianki: “Rearviewmirror”. Ostatni raz ta piosenka otwierała koncert Pearl Jam około siedem lat temu. Gitarowy jam w środku utworu nie należał do najdłuższych, ale nie był też zupełnie krótki. Taki w sam raz. Zespół kontynuował mocne uderzenie piosenkami: “Animal” i “Hail, Hail”. Potem “Corduroy”, ale jeszcze wcześniej przywitanie Veddera z fanami. I to po polsku.
Eddie Vedder gadający po polsku (video)
Ciężko zrozumieć? Oto co udało nam się rozszyfrować:
Dobry wieczór Chorzów.
Nie każdego dnia jedziemy przez las by dojechać na koncert. Dziękujemy, ze tu z nami jesteście skądkolwiek jesteście.
I, i, i jeśli to ok będę dalej mówić już po angielsku żeby nie mówić niczym pięciolatek.
Tutaj można zobaczyć jak w jaki sposób Vedder zapisał sobie tę przemowę.
Kiedy zespół miał zacząć kolejną piosenkę Ed Vedder zmienił plan – grupa zagrała “Given To Fly”. Czyżby miała się powtórzyć sytuacja z 2000 roku w Spodku, kiedy Pearl Jam ustalał setlistę na bieżąco? Potem Vedder nawiąże do tamtego wydarzenia mówiąc o jednym z najbardziej pamiętnych koncertów w historii zespołu. Tym razem miejsce jest inne, ale niepełne trybuny olbrzymiego stadionu sprawiają podobne wrażenie jak wypełniony w jednej trzeciej Spodek 16. czerwca 2000 roku.
Eddie Vedder dziękuje za drugi koncert w Spodku (video)
Czas na spokojeniejsze kawałki – kolejno: “Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town” i “I Am Mine”. Ale uspokojenie trwało krótko – trio “Lukin”, “Even Flow” (oczywiście z solo gitarowym i perkusyjnym), “Comatose” było jak kanonada. Zaraz po niej niespodzianka: “Nothingman”. Vedder zapowiadając tę piosenkę powiedział, że przez wczorajszy wieczór w Monachium (a dokładniej przez świetnych monachijskich fanów i brak snu) ma problemy z głosem i potrzebuje pomocy publiczności. Oczywiście ta pomogła i chóralnie odśpiewała kilka partii piosenki.
Fragment piosenki “Nothingman” zagranej w Chorzowie (video)
Po balladzie powrót do mocniejszego uderzenia: “State Of Love And Trust” (rozpoczęty od riffu z “We Won’t Get Fooled Again” The Who) i “Spin The Black Circle”. Przy tej drugiej piosence zespół po prostu szalał na scenie – McCready i Ament ganiali się nawzajem. Potem wydarzyło się coś zupełnie niezrozumiałego. Zgasły światła, na scenie pozostał tylko zagubiony Ed Vedder… Rozejrzał się wokół i gdy zobaczył, że zespołu nie ma szybko uciekł za kulisy. Okazało się, że doszło do awarii świateł. Niewymuszona przerwa oddzieliła główny set od bisów. Pearl Jam powrócił po… zaledwie kilkudziesięciu sekundach. Zagrali “Severed Hand” poprzedzone było nagranym w studiu wstępem (takim jak na albumie “Pearl Jam”). Po piosence z najnowszego albumu rarytas: “Leatherman”. Na kolejny wyjątkowy kawałek nie trzeba było długo czekać – tym razem zespół zagrał zupełnie coś nowego. Improwizację, a może jakiś fragment większej całości?
Kolejna piosenka, “Daughter”, już takim rarytasem nie była, ale tym bardziej spodobała się publiczności. Vedder okrasił końcówkę wokalną zabawą z publicznością i fragmentem drugiej części “Another Brick In The Wall” z repertuaru Pink Floyd. Frontman Pearl Jam nie omieszkał nawiązać do prezydenta USA zmieniając tekst utworu na “President Bush, leave this world alone”. Wyraźnie podekscytowany reakcją publiczności wykonał w jej stronę jeszcze jeden ukłon, a dokładniej rzecz ujmując – do jednego z widzów. Był nim Jason z USA, dla którego był to setny koncert Pearl Jam. Udało mu się wręczyć Vedderowi kartkę z tą informacją (było tam hasło: “sto koncertów – setki przyjaciół”), a ten odwdzięczył się możliwością wyboru piosenki… Nie bez trudu frontman Pearl Jam dosłyszał z tłumu tytuł wybranego przez Jasona utworu i zaraz powiedział: “This boys wants a whipping.” Była to oczywiście zapowiedź piosenki “Whippin’”. Jak mówił po koncercie sam Jason jest to jego ulubiony kawałek, a że przez te sto koncertów słyszał praktycznie wszystkie rarytasy nie chciał ryzykować utworu, którego Pearl Jam może nie mieć przygotowanego.Po tym sympatycznym wydarzeniu nastąpiła kulminacja koncertu: odśpiewane chóralnie przez publiczność “Black” i “Jeremy”. Pierwsza piosenka udekorowana tagiem “We belong together…”. Kto w tym momencie patrzał na telebimy widział może wniebowziętych ludzi. “Jeremy” to chyba utwór Pearl Jam najbardziej rozpoznawalny wśród Polaków. Nic dziwnego, że Vedder dużą część piosenki zostawił do odśpiewania publiczności (ból gardła, o którym wspomniał wcześniej też mógł mieć znaczenie).
Za chwilę zespół zniknął ze sceny – ale tylko na moment. Po parunastu sekundach powrócili. Wśród przygaszonych świateł Vedder pożegnał się z publicznością, przeprosił, że muszą już kończyć, podziękował Linkin Park “za to, że byli głośni”, obiecał wrócić po krótszej niż ostatnia przerwie i zagrać dłużej. Rozstanie wyglądało zupełnie jak na Torwarze w Warszawie jedenaście lat temu – zespół zagrał “Indifference”. Vedder nie mógł sobie przypomnieć pierwszego wersu, ale to tylko dodało uroku temu wykonaniu. Utwór zabrzmiał wręcz magicznie – pod otwartym niebem, wśród olbrzymiego tłumu fanów.
“Indifference” z Chorzowa (video)
Niestety to rzeczywiście był koniec koncertu. Zupełnie nietypowy, po zaledwie dziewiędziesięciu minutach grania, inny od oczekiwanego. Potem okazało się, że zespół planował to inaczej – z setlisty wykreślono m.in. “Ghost”, “Alone”, “Not For You”, “Alive”, “Soon Forget” i/lub “You’ve Got To Hide Your Love Away”, “Rockin’ In The Free World”, “Yellow Ledbetter”. Dlaczego tak? Chyba zawiodła organizacja, i to od strony ekipy Pearl Jam (spóźnienie ciężarówek, problemy ze sprzętem podczas koncertu). Jak podaje Polska Agencja Prasowa zespół już na środę zaplanował wylot do Włoch – to pewnie też miało jakiś wpływ na takie, a nie inne zakończenie tego wieczora. Tak czy inaczej pozostało po tym koncercie dużo miłych wspomnień, pewnie kilka niemiłych (straszny ścisk na płycie) i duży, duży niedosyt.
Video
Filmiki z Chorzowa na YouTube
Wybrane przez nas co lepsze filmy z listy z linka powyżej
tvn24.pl (video z fragmentem piosenki “Corduroy”)
Projekt “DVD z Chorzowa”
Audio
Na razie dostępne jest jedno nagranie, średniej jakości.
Źródło: Panasonic RP-VC201E-S > iRiver iFP-890 (trybuny)
Do ściągnięcia z:
Sendspace
Megaupload
Rapidshare, część 1.
Rapidshare, część 2.
Zdjęcia
Prasa
Życie Warszawy
Gazeta Wyborcza
Dziennik Zachodni
Rzeczpospolita.pl (dostęp płatny)
cgm.pl
dziennik.pl
Tagi: Europa 2007, koncert w Polsce, koncerty, media, setlista, video

Ta niepełna setlista by się zgadzała … bo jesli dobrze słyszałem to zaczęli akordami z Release i po chwili przerwali i zagrali już Rearviewmirror. Jeśli to wina organizatorów to mają we mnie wroga i prześmiewcę. Bardzo chciałem Better Mana ale nie zamiast Daughter… Koncert bomba!
Pozdr!
Od 10 lat marzyłam, by posłuchac ich na zywo i spełniło sie.
I teraz jesli gdziekolwiek blisko Polski lub w Polsce będa grali jade. Bomba przezycie, został tylko mały niedosyt, bo myslałam, że bedzie więcej bisów.
Muzycy i wokal pełen profesjonalizm
raz: za krótko!!!
dwa: słabe nagłośnienie, za cicho!!!!.Pamietam koncert Metallici w Warszawie ,myslalem ze mozg mi rozwali ,tutaj ciekno bylo z tym
trzy: dlaczego edie prosil publicznosc zeby nie wychodziła!!!!!! skandal
poza tym zajebiscie:)
To my mamy zorganizować Euro 2012?!? “Dobry początek” argh!
byłam na koncercie w spodku. i w porównaniu z tym takie lekkie rozczarowanie mi się rzuciło…no bo co to kurde jest koncert,który trwa 1.5 godz. z bisami???!!!
ale polecam porównanie stadionu z jakąkolwiek inną zamkniętą przestrzenią.
Koncert Pearl Jam pikny – jak zawsze, za krótki – jak zawsze (tyle że tym razem to była przesada), ale fani lp i pj nie powinni raczej spotykać się na tej samej murawie, to było jakieś nieporozumienie, myślę, że koncert był krótszy częściowo właśnie przez lp – ten miły bojzbend grał duuużoooo za dłuuugooooooo
Koncert genialny, troche krotko i jezeli to prawda z ta skrocona setlista to nic tylko sie powiesic, same moje “perelki” byly tam ujete :/
Ale i tak bylo niesamowcie.
P.S. Jezeli ktos ma jakies fotki itp. i chcialby sie podzielic, prosze o kontakt na khatz@wp.pl lub gg 2012506
Koncert ogólnie był fajny, ale nie zagrali Last Kiss:(((
koncert byl niesamowity! Warto bylo przejechac te 500 km by zobaczyc ich na zywo i uslyszec :) Eddi mowiacy po polsku po prostu zwalil mnei z nog! Szkoda tylko ze tak krotko, no i brakowalo mi paru piosenek, ale coz.
Ludzie i atmosfera wspaniala (no nie liczac paru incydentow, ale wiadomo przy takiej publice)
tu wcisłem pare moich fotek
http://www.flickr.com/search/?q=pearl%20jam%20chorzow&w=all&m=tags
p.s. to dobry koncert był :]
po stokroć fantastycznie. tym koncertem będę żyć do następnego. pawle, iwono, michale k., michale s., fiszu wielkie dzięki i pozdro;)
koncert mega!
Coma jak zwykle… super… Zastanawiam sie po co Linkin Park? nie podobal mi sie wogle, zero energii…
wystep Pearl Jam`u GENIALNY! ! ! nie ma sie co rozpisywac, kto nie byl i tak nie zrozumie!
Koncert – bajka. Nawet gdyby grali 8 godzin, byłby za krótki. Set mistrzowski, kontakt z publiką nawiązany, wykonanie utworów (zwłaszcza State of Love & Trust czy Jeremy) rewelacyjne. Pierwsze utwory prawie mnie zabiły, później było tylko gorzej (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) ;) Jeśli to z organizatorami to prawda – cóż, może powinni zająć się sprzedawaniem pączków. Low Light zamiast N.man?? Byłoby zbyt pięknie. Pozdrawiam wszystkich którzy byli i nie byli
koncert CUDOWNY!! za krotko, to fakt…:( nie zgodze sie tylko, ze linkin park dal d***…fajnie grali. Ale “black” mnie zabil! moglabym tak umierac nieskonczona ilosc razy… REWELACJA!
Taka jeszcze mała myśl mnie naszła, już po koncercie… czuję się, jakby odwiedził mnie dawno nie widziany przyjaciel i pojechał w dalszą drogę. Heh, na starość robie się sentymentalny ;)
Powiem Wam tak: mam 16 lat i uciekłam z domu na tą jedną noc. przejechałam stopem 260km, w tym troche na gape. teraz jestem w domu i mam przebimbane u rodziców, ale nie żałuje żadnej chwili tam spędzonej. gdybym miała zrobic to jeszcze raz to z pewnością pojechałabym znów do Chorzowa. PJ dali czadu i trzeba im to przyznać. Było pięknie. Pozdrawiam :-)
To co się działo na koncercie PJ to jest nie do opisania!!! Jeszcze długo długo będę żył tym koncertem. Obym tylko nie musiał czekać 7 lat. Pozdrowienia dla wszystkich fanów PEARL JAM!!!!!!!!!
cudnie, pięknie, za krótko i ….. Eddie…. wróć !!!!! jak najszybciej ….
na starośc robię się albo wymagający albo zrzędliwy ogólnie fenomen ale o dwa razy za krótko i coś jeszcze nigdy więcej trybuny tylko płyta
szkodatylko, że nie zagrali Normalsi przed Comą.
Linkin Patrk powaliło mnie, zaraz po występie biegiem po koszulki bo głupi nie kupiłem wcześniej, ale niestety nie było już rozmiarów no i pan powiedział, że zespól skonczył grać i oni skończyli sprzedaż.
Pearl Jam, brak mi słów po prostu wymiękłem, i nawet ta mała szwedka, która wyła mi z tyłu prosto do ucha nie popsuła mi koncertu
To moj 4 koncert P.J. i zdecydowanie najslabszy. Chlopaki niestety sie koncza. Ale i tak warto bylo, ich najslabszy koncert to i tak nieosiagalny poziom dla inncy kapel. Ale linkin park i tak wyszedl lepiej :)
koncert kapitalny!!!!niesamowite wrażenie!!!to jest to coś, co będzie pamiętać się do końca życia!!!
pabos palnij ty sie w łeb!!!!
Koncert Pearl Jam super, tylko pytam siebie i wszystkich DLACZEGO TAK KRóTKO, czyżby po prostu nas olali, nie może tak być aby gwiazda wieczoru jak na występie w jakiejś knajpce gdzie “band” może sobie “pobuszować” godzinkę przy instrumentach dała taki krótki show.
Ale i tak się ciesze ze wkońcu zobaczyłem ich na żywo.
Nie mają wyjścia teraz, za tak krótki koncert musi być słodka kara , za rok z powrotem w Chorzowie, kto za tym ręka w górę.
Pozdrowionka for All !!!
Edi aj law ju. I Komę też law ju.
Sorry, wyznawcy Pearl Jam, ale to nie był dobry koncert… Jestem fanem Eda i s-ki
(to był ich drugi koncert na którym byłem) ale dla mnie gwiazdą wieczoru był zupełnie niespodziewanie Linkin Park. Wulkan energii… Byłem pod samą barierką, to był żywioł! Wielki szacun! Podobne uczucie na występie PJ miałem tylko podczas Jeremy-ego i Black. To było przeżycie mistyczne! O reszcie koncertu zapominam…
Koncert Pearl Jam rewelacja. Ale lepiej było w spodku. Teraz zabrakło na pewno Alive i jak dla mnie Do The Evolution (pamiętam to ze spodka jaki wymiot był ze sceny jak Vedder założył maskę małpy i …. ach:). No i zabrakło bisu. Dlatego jestem rozczarowany. Generalnie rewelacja i niech żałuje ten kto nie był:) Co do LP nie wiem czemu po nich tak jadą co po niektórzy. Zajebisty wykop ze sceny. Świetnie zagrali. Byłem na wielu koncertach to wiem:) Coma – Panowie oby tak dalej:) Chylę czoła:) Łódka rules:)
Świetny koncercik Eddi ma w sobie tyle energii!!! Niezawiodlem sie chociaz troche mialem niedosyt ze nie zagrali Alive lecz w Zannzi nadrobiono to male niedopatrzenie:) Pozdro dla wszystkich!!!
Koncert był super, przemówienie po polsku też. Ale: byłam na koncercie z nowymi znajomymi z Chin (!) i gdy oni usłyszeli, jak Eddie mówi po polsku, wybuchnęli śmiechem.
Mnie się podobało (choć rzeczywiście, fonetykę mamy dość karkołomną).
Pozdrawiam.
Odnosząc się do powyższej wypowiedzi Nypel’a… Nie mam nic do LP i uważam, że dali naprawdę bardzo dobry koncert… nie wiem… może to tylko moja opinia, ale wydaje mi się jednak, że ludzi było więcej i bawili się lepiej na PJ… Energia była… Niesamowity kontakt z publicznością… Co ty dużo mówić, wręcz szaleństwo publiczności… A czy przypadkiem nie to jest miarą tego jak dobry był koncert? Pozostawiam do przemyślenia Nypelowi :) PZDR
Byłem w Pradze w Sazkiej Arenie na koncercie i muszę powiedzieć, że mimo, iż tamten koncert był dłuższy, ten z Chorzowa podobał mi się o wiele bardziej. Brakowało mi tylko dwóch kawałków – Better Man i Alive (w Pradze zagrali), których usłyszenie na żywo sprawia niesamowite wrażenie. Za to na Black… no cóż… przyznam się, że łzy szczęścia płynęły mi po licu. bardzo mile mnie zaskoczyło zakończenie w postaci Indifference zamiast Yellow Ledbetter, czego już się nasłuchałem. Nie mam do nich żalu, że koncert był krótki, choć gdyby był dłuższy, byłoby o wiele lepiej. Teraz tylko czekam na bootlega ;]
Pozdrówka dla wszystkich z live in Chorzów. Było super, nawet mocniej-bardzo dokuczało mi czekanie na pj-ale w końcu się stało-a stało się wiele! Byłem z kolesiem przy samych barjerkach-widok bomba-tłum dawał po żebrach na maksa-zostałem nawet ugryziony w ramię przez totalnie nakręconą koncertem fankę (siniak przez dwa dni). Przy Even Flow odpusciłem i poleciałem cały mokry na tył aby dokończyć widowisko. Przeżycia zostaną na zawsze. Jak możecie to wyślijcie do mnie parę fotek na marexr@wp.pl – wcieło mi gdzieś sprzęt. Z góry wielkie dzięki-Marek.
Było całkiem fajnie tylko krótko.
Czy to prawda, ze PJ przylecieli o 18 i zaraz po koncercie odlatywali do Wenecji?
Jeśli tak to w takim razie chyle czola, bo nie dalo się tego w takich okolicznościach zagrać lepiej
set bajeczny ( szkoda, że zredukowany)….
do zobaczenia w Londynie, jesli ktos sie wybiera
Dla mnie, starego wielbiciela PJ, jakikolwiek ich koncert to już wielkie wydarzenie :-). Troszkę rozczarowania jednak mam – nastawiałem się na set złożony z ok 30 kawałków. Koncert zakończył się dość nieoczekiwanie i pozostawił pewien niedosyt. Była ze mną moja córka, dzięki czemu przekonała się do PJ, ale przecież ma to w genach :-).
to ja może zaczne górnolotnie i napisze, ze mój synek (jeśli się takowy na świecie pojawi) napewno będzie miał na imie Edek:)
Koncert piękny, przez pierwsze pół godziny wogóle nie mogłam uwierzyć, że ich mam przed sobą, niestety kiedy już uwierzyłam to było po koncercie…, no krótko tak jakoś. pozdrawiam miłych fanów napotkanych w Chorzowie! kurcze, starzejemy się…:)
Pozdrawiam wszystkich prawdziwych fanów PJ.
Byłem w pierwszym rzędzie, wyszedłem nawet z butelką po winie od Eddie’go, którą wyprosiłem u jednego pana z ochrony (wielkie dzięki). Koncert wspaniały. Jeżeli chodzi o tak krótki set (który był zmieniany na bieżąco przez muzyków), podyktowane to było tzw. CURFEW, które o dziwo obowiązywać zaczyna również w naszym kraju, polega to na tym, że zespół MUSI skończyć o danej godzinie. Przepraszam wszystkich fanów Linkin Park, ale zespół ten w ogóle nie pasował do występu razem z PJ.Poza tym musicie naprawdę wiele się jeszcze nauczyć jeżeli chodzi o zachowanie na koncertach, nie można już nigdy dopuścić do drugiego Roskilde. Jestem również zawiedziony organizacją, począwszy od firmy zabezpieczającej koncert, a także przygotowaniem sektora (a właściwie jego brakiem), dla fanów z TEN CLUB’u, a skończywszy na braku zabezpieczeń na barierkach.
Byłem już na 5-ciu koncertach PJ, a ten był na pewno najgorzej zorganizowany. Polecam oranizatorom wycieczkę na jakikolwiek koncert za granicą naszego kraju; jest sporo do podpatrzenia i nauki.
Zespół na pewno nie potraktował nas po macoszemu i dali z siebie wszystko.
Serdecznie dziękuję pani Kerensie Wight za pomoc wszystkim członkom Ten Club – wstyd, że nie wszystkie osoby odpowiedzialne za koncert i jego bezpieczeństwo potrafią porozumieć się w języku angielskim.
Pearl Jam to najlepszy zespół koncertowy na świecie.
Nie tylko koncertowy:)
Pozdrawiam
koncert był świetny, jednak w kilka chwil, gdy się już zakończył czułam niedosyt, że za krótki…Dopiero nazajutrz dotarło do mnie niesamowitość tego wydarzenia:)
Nadal czekam na ‘Crazy Mary’ na żywo:)
To był mój pierwszy (ale na pewno nie ostatni!)koncert Pearl Jam. Chociaż bardzo krótko zagrali i bez moich ulubionych kawałków (alive,oceans,bugs)to i tak nigdy tego,co się działo w Chorzowie nie zapomnę!!!!Ed dał czadu!!!!jest moim muzycznym bogiem poprostu!!!! pozdrówka dla wszystkich,którzy bawili się na płycie!I jeszcze mała prośba-jeśli ktoś ma jakieś zdjęcia i zechce się podzielić to będę baardzo baardzo wdzięczna: gg6256883
Oczywiście jest pewien niedosyt, zwłaszcza po opublikowaniu planowanej setlisty. Ale Pearl Jam był niesamowity, Eddie dał z siebie wszystko i nawiązał niesamowity kontakt z publicznością (też niesamowitą, choć czasami zbyt agresywną). Mam wrażenie, że pod jakimś względem był to dla nich wyjątkowy koncert; pamiętali Katowice 16.06.2000 i zapewnie akcję “You forgot Poland”. Set prawie całkowicie pokrywał się ze składanką “Rearviewmirror”, nie “promowali” Awokado tylko grali przekrojowo ich najlepsze/najbardziej znane kawałki. W porównaniu do Pragi z zeszłego roku ten koncert podobał mi bardziej. Tam było wszystko pięknie, perfekcyjnie, ale to w Chorzowie była prawdziwa “dusza” i symbioza (jakie mądre słowo;-) między zespołem, a publiką. Można mieć jeszcze zastrzeżenia do dźwięku, mogło być głośniej; ale ogólnie uważam, że było cudownie. Tak 5/6.
Koncert super!!! No może rzeczywiście troszeczkę za krótki i na zakończenie zabrakło Yellow Ledbetter … Ale za to w 1996 na Torwarze na koniec też zagrali Indifference :-)
ps. LP też dali czadu, ale to nie ten kaliber co PJ
Pearl Jam slucham od 10 lat, a to był mój ich pierwszy koncert.. Bylo cudownie, magicznie, brak mi slow. Zaskoczyla mnie bardzo mila i przyjazna publika. Teraz wrecz nie moge uwierzyc, ze tam bylam. Nie moge doczekac sie kolejnego koncertu, jesli tylko bedzie w moim zasiegu to pojade. Pozdrowienia dla wszystkich fanow PJ, jestescie cudowni :*
jestem zaskoczona ze zagrali tyle starych kawalkow..cos cudownego(oczywiscie nowe byly wykicane w kosmos!!!)niestety po koncercie zrobilo mi sie smutno…pozostal niedosyt i gdybym tylko mogla jezdzilabym za nimi po calym swiecie!no to biore d…w troki i do roboty!!nie bede spokojnie siedziec i czekac paru lat na ich next koncert w Polsce(oby jak najszybciej)co za atmosfera!!!PJ I LOVE YOU!!!!!!!
krew z LP, mowa z PJ
..miałam cudowny sen..szkoda że tak raptownie został przerwany..
Super koncert:)byłem pierwszy raz na koncercie P.J. i jestem pod wielkim wrażeniem tego co zobaczyłem :D,magiczny klimat,mam tylko nadzieje,że nie bedziemy musieli czekać na NICH kolejnych 7 lat….
p.s. POZDRO DLA FANóW PEARL JAM!!!
Skoro materiałów (chyba) nie brakuje, może jakaś konkretna kompilacja koncertu? Nie oczekuję 5.1. i innych cudów, ale pamiątki z wydarzenia muzycznego A.D. 2007.
P.S. Po ujawnieniu niedogranej setlisty pojawiło się małe rozczarowanko, po wydarzeniach we Włoszech – ulga, że jednak nam było dane…
jestem starym rockfanem(52)i bylem na wielu koncertach w kraju i nie tylko.jechalem ponad 500 km(olsztyn)wraz z corką.Od środy jestem zagorzałym fanemPJ i corka tez.Rzucilo nas na kolana i boimy sie jechac na RHCP,bo wciaż mamy muzykę PJ w głowach i sercach>Rewelacja.Organizacja jak zwykle fatalna,Ale polubiłem tez LP,których wcześniej nie znałem.Utwierdziłem się w przekonaniu,ze rock się dobrze trzyma.Gdy tylko bede mogl, zawsze pojdę na koncert PJ.jestem pod wielkim wrażeniem.Szkoda,że nie było Alive..Trudno.Raz przeżyłem podobne zjednoczenie artysty z publicznością.Było to w 1985r. w Poznaniu na koncercie L.Cohena,ale to były inne czasy i był tez kontekst polityczny i pragnienie wolności..Wtedy tylko można było śnić o takim koncercie jak w srodę ( w naszm kraju).
W muzyce PJ jest dużo odniesien do klasyki rocka,ale jest ona w pełni oryginalna i twórcza.żałuję,że tak późno do tego doszedłem…Ale i tak dobrze ,że w ogóle.
co do jakichś zgrzytów między fanami PJ i LP,to ich nie zauważyłem.A zachowanie ludzi buło normalne…
…”W życiu piękne są tylko chwile”… dali chłopaki czadu już od początku “Rearviewmirror” -koncert zaliczam do tych nielicznych chwil – super… extra…”odjazd Palestyna”.Długo na nich czekałem i sie doczekałem.PJ zagrali swoje największe szlagry,-wszytkie na które czekałem,… no i ta wstawka z Pink Floydów.
PS. Pozdrwaim Pepików-Słowaków z którymi “zdarłem gardło” i moja zagubiona ekipę!
PS 2: Mam prośbę – poślijcie mi jakieś fotki z koncertu na maila:damianides@o2.pl
hmmm….
jeszcze się nie obudziłam z tego snu…
szkoda tylko, że było tak krótko:(
ale nie narzekam- moją ścianę w pokoju zdobi pałeczka Matta Camerona z autografem :D
prawie po głowie nią dostałam :D :O :)
nie wierzę jeszcze…
pozdrawiam jamowe potwory!!!
Bylem na 1-szym koncercie Pearl Jam na Torwarze w 1997 roku. Wtedy hala, teraz stadion. Pierwszy raz siedziałem na trybunach, nieco z boku i mam wrażenie, że dźwięk nie był najlepszy. Ale może to taki urok stadionów. Na Metallice 2004 byłem na płycie blisko sceny i było super.
Co do koncertu PJ – KRÓTKO!!!!!
o przyczynach trudno mówić, może technika, może gardło Ediego.
Ale i tak warto było….
Co do organizacji – na reszcie można na Śląski wnosić “prowiant” i niezbyt wypasione aparaty.
Ma nadzieję że 3 lipca na Red Hotach będzie podobnie, a muzycznie dłuuuużej.