2007-06-13 Stadion Śląski, Chorzów, Polska

Set: “Rearviewmirror”, “Animal”, “Hail, Hail”, “Corduroy”, “Given to Fly”, “World Wide Suicide”, “Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town”, “I Am Mine”, “Lukin”, “Even Flow”, “Comatose”, “Nothingman”, “State Of Love And Trust”, “Spin The Black Circle”
Bis: “Severed Hand”, “Leatherman”, improwizacja, “Daughter” / “Another Brick In The Wall, Part 2″ (Pink Floyd), “Whipping”, “Black”, “Jeremy”
Bis 2: “Indifference”

Czwarty występ Pearl Jam w Polsce już za nami. Przypomijmy jak to się wszystko odbyło.

Relacja

Impreza miała miejsce na Stadionie Śląskim. Przyznajmy uczciwie, że Pearl Jam nie do końca pasował do takiej scenerii – z telebimami, olbrzymią sceną, tysiącami przypadkowych ludzi. Muzyka się obroniła, ale atmosfera i przebieg koncertu były bardzo nietypowe jak na ten zespół. Przed główną gwiazdą wieczoru wystąpiły trzy inne grupy. Pierwszy był Gutierez – zdeklarowani fani Pearl Jam, sympatyczna debiutująca kapela – ich występ nie był może powalający, ale nikogo też nie rozczarował. Potem scenę zajęła COMA – znany polski zespół rockowy. Ich występ zebrał różne opinie, nawet wśród fanów tej kapeli. Po polskich supportach przyszła pora na gwiazdę: Linkin Park. Jak sami przyznali – podziwiają Pearl Jam i w przyszłości chcieliby być tam gdzie zespół z Seattle. Mimo diametralnie różnej muzyki i publiczności obyło się bez większych zgrzytów.

Pearl Jam wszedł na scenę z paronasto-minutowym opóźnieniem spowodowanym przede wszystkim późnym przybyciem ciężarówek ze sprzętem. Około godziny 21:30 światła zgasły (podświetlone były tylko elementy scenografii), a z głośników wydobyły się dźwięki “Master/Slave”. Za chwilę na scenę wkroczył zespół. Zaczęło się od niespodzianki: “Rearviewmirror”. Ostatni raz ta piosenka otwierała koncert Pearl Jam około siedem lat temu. Gitarowy jam w środku utworu nie należał do najdłuższych, ale nie był też zupełnie krótki. Taki w sam raz. Zespół kontynuował mocne uderzenie piosenkami: “Animal” i “Hail, Hail”. Potem “Corduroy”, ale jeszcze wcześniej przywitanie Veddera z fanami. I to po polsku.

Eddie Vedder gadający po polsku (video)

Ciężko zrozumieć? Oto co udało nam się rozszyfrować:

Dobry wieczór Chorzów.
Nie każdego dnia jedziemy przez las by dojechać na koncert. Dziękujemy, ze tu z nami jesteście skądkolwiek jesteście.
I, i, i jeśli to ok będę dalej mówić już po angielsku żeby nie mówić niczym pięciolatek.

Tutaj można zobaczyć jak w jaki sposób Vedder zapisał sobie tę przemowę.

Kiedy zespół miał zacząć kolejną piosenkę Ed Vedder zmienił plan – grupa zagrała “Given To Fly”. Czyżby miała się powtórzyć sytuacja z 2000 roku w Spodku, kiedy Pearl Jam ustalał setlistę na bieżąco? Potem Vedder nawiąże do tamtego wydarzenia mówiąc o jednym z najbardziej pamiętnych koncertów w historii zespołu. Tym razem miejsce jest inne, ale niepełne trybuny olbrzymiego stadionu sprawiają podobne wrażenie jak wypełniony w jednej trzeciej Spodek 16. czerwca 2000 roku.

Eddie Vedder dziękuje za drugi koncert w Spodku (video)

Czas na spokojeniejsze kawałki – kolejno: “Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town” i “I Am Mine”. Ale uspokojenie trwało krótko – trio “Lukin”, “Even Flow” (oczywiście z solo gitarowym i perkusyjnym), “Comatose” było jak kanonada. Zaraz po niej niespodzianka: “Nothingman”. Vedder zapowiadając tę piosenkę powiedział, że przez wczorajszy wieczór w Monachium (a dokładniej przez świetnych monachijskich fanów i brak snu) ma problemy z głosem i potrzebuje pomocy publiczności. Oczywiście ta pomogła i chóralnie odśpiewała kilka partii piosenki.

Fragment piosenki „Nothingman” zagranej w Chorzowie (video)

Po balladzie powrót do mocniejszego uderzenia: “State Of Love And Trust” (rozpoczęty od riffu z “We Won’t Get Fooled Again” The Who) i “Spin The Black Circle”. Przy tej drugiej piosence zespół po prostu szalał na scenie – McCready i Ament ganiali się nawzajem. Potem wydarzyło się coś zupełnie niezrozumiałego. Zgasły światła, na scenie pozostał tylko zagubiony Ed Vedder… Rozejrzał się wokół i gdy zobaczył, że zespołu nie ma szybko uciekł za kulisy. Okazało się, że doszło do awarii świateł. Niewymuszona przerwa oddzieliła główny set od bisów. Pearl Jam powrócił po… zaledwie kilkudziesięciu sekundach. Zagrali “Severed Hand” poprzedzone było nagranym w studiu wstępem (takim jak na albumie “Pearl Jam”). Po piosence z najnowszego albumu rarytas: “Leatherman”. Na kolejny wyjątkowy kawałek nie trzeba było długo czekać – tym razem zespół zagrał zupełnie coś nowego. Improwizację, a może jakiś fragment większej całości?

Nagranie video improwizacji

Kolejna piosenka, “Daughter”, już takim rarytasem nie była, ale tym bardziej spodobała się publiczności. Vedder okrasił końcówkę wokalną zabawą z publicznością i fragmentem drugiej części “Another Brick In The Wall” z repertuaru Pink Floyd. Frontman Pearl Jam nie omieszkał nawiązać do prezydenta USA zmieniając tekst utworu na “President Bush, leave this world alone”. Wyraźnie podekscytowany reakcją publiczności wykonał w jej stronę jeszcze jeden ukłon, a dokładniej rzecz ujmując – do jednego z widzów. Był nim Jason z USA, dla którego był to setny koncert Pearl Jam. Udało mu się wręczyć Vedderowi kartkę z tą informacją (było tam hasło: “sto koncertów – setki przyjaciół”), a ten odwdzięczył się możliwością wyboru piosenki… Nie bez trudu frontman Pearl Jam dosłyszał z tłumu tytuł wybranego przez Jasona utworu i zaraz powiedział: “This boys wants a whipping.” Była to oczywiście zapowiedź piosenki “Whippin’”. Jak mówił po koncercie sam Jason jest to jego ulubiony kawałek, a że przez te sto koncertów słyszał praktycznie wszystkie rarytasy nie chciał ryzykować utworu, którego Pearl Jam może nie mieć przygotowanego.Po tym sympatycznym wydarzeniu nastąpiła kulminacja koncertu: odśpiewane chóralnie przez publiczność “Black” i “Jeremy”. Pierwsza piosenka udekorowana tagiem “We belong together…”. Kto w tym momencie patrzał na telebimy widział może wniebowziętych ludzi. “Jeremy” to chyba utwór Pearl Jam najbardziej rozpoznawalny wśród Polaków. Nic dziwnego, że Vedder dużą część piosenki zostawił do odśpiewania publiczności (ból gardła, o którym wspomniał wcześniej też mógł mieć znaczenie).

„Jeremy” z Chorzowa (video)

Za chwilę zespół zniknął ze sceny – ale tylko na moment. Po parunastu sekundach powrócili. Wśród przygaszonych świateł Vedder pożegnał się z publicznością, przeprosił, że muszą już kończyć, podziękował Linkin Park “za to, że byli głośni”, obiecał wrócić po krótszej niż ostatnia przerwie i zagrać dłużej. Rozstanie wyglądało zupełnie jak na Torwarze w Warszawie jedenaście lat temu – zespół zagrał “Indifference”. Vedder nie mógł sobie przypomnieć pierwszego wersu, ale to tylko dodało uroku temu wykonaniu. Utwór zabrzmiał wręcz magicznie – pod otwartym niebem, wśród olbrzymiego tłumu fanów.

“Indifference” z Chorzowa (video)

Niestety to rzeczywiście był koniec koncertu. Zupełnie nietypowy, po zaledwie dziewiędziesięciu minutach grania, inny od oczekiwanego. Potem okazało się, że zespół planował to inaczej – z setlisty wykreślono m.in. “Ghost”, “Alone”, “Not For You”, “Alive”, “Soon Forget” i/lub “You’ve Got To Hide Your Love Away”, “Rockin’ In The Free World”, “Yellow Ledbetter”. Dlaczego tak? Chyba zawiodła organizacja, i to od strony ekipy Pearl Jam (spóźnienie ciężarówek, problemy ze sprzętem podczas koncertu). Jak podaje Polska Agencja Prasowa zespół już na środę zaplanował wylot do Włoch – to pewnie też miało jakiś wpływ na takie, a nie inne zakończenie tego wieczora. Tak czy inaczej pozostało po tym koncercie dużo miłych wspomnień, pewnie kilka niemiłych (straszny ścisk na płycie) i duży, duży niedosyt.

Video

Filmiki z Chorzowa na YouTube
Wybrane przez nas co lepsze filmy z listy z linka powyżej
tvn24.pl (video z fragmentem piosenki „Corduroy”)
Projekt “DVD z Chorzowa”

Audio

Na razie dostępne jest jedno nagranie, średniej jakości.
Źródło: Panasonic RP-VC201E-S > iRiver iFP-890 (trybuny)
Do ściągnięcia z:
Sendspace
Megaupload
Rapidshare, część 1.
Rapidshare, część 2.

Zdjęcia

Gazeta Wyborcza
onet.pl

Prasa

Życie Warszawy
Gazeta Wyborcza
Dziennik Zachodni
Rzeczpospolita.pl (dostęp płatny)
cgm.pl
dziennik.pl

Tagi: , , , , ,

133 odpowiedzi do “2007-06-13 Stadion Śląski, Chorzów, Polska”

  1. adi z leszna pisze:

    ja czekalem 7 lat bo ostatnio nie dalo rady… PJ to muzyka mojego zycia i koncert, który miałem zaszczyt przezyc byl jak cudowne zmartwychwstanie!!!
    p.s.czekam na WIDEO z Chorzowa
    p.s.2 pozdrowka dla ekipy z Wrocka

  2. Darek pisze:

    Pearl Jam to Pearl Jam. Marka sama w sobie. Mimo ze pozostal pewien niedosyt po koncercie to i tak warto bylo byc i przezyc to! Tym bardziej z wieksza niecierpliwoscia bede czekal na nastepna plyte i koncert.
    Pozdr.

  3. Cin z K-K pisze:

    Przyznam szczerze(i bez bicia) ze przed koncertem dosc slabo znalem PJ.
    Na codzien slucha sie o wiele ciezszych dzwiekow, na koncertach bywalo sie wielu, ale czegos takiego dawno nie przezylem. Zabawa przednia, koncert niezapomniany. Jedyne czego zaluje to wlasnie wspomnianej nieznajomosci pearljamowych kawalkow.
    Coz do nastepnego razu (oby jak najblizszego) postaram sie to nadrobic :D

    ps: chetnie przygarne zdjecia z koncertu na thecincin@interia.pl z gory wielkie dzieki

  4. Ewa pisze:

    Było przepięknie… i nawet teraz gdy oglądam nagranie z „Black”,wyczuwam tą niesamowitą bliskość a ciarki, które wtedy przechodziły mi po plecach, wracają…

    Wspaniałe uczucie – wspaniały zespół

  5. tomek pisze:

    pearl jam – you forgot „baba o’riley”, i wielu innych :) ale i tak było cudnie. kiedyś na scenie rządzili the who, led zeppelin, queen, teraz jest pearl jam.

  6. katka pisze:

    eh nic odkrywczego nie powiem bylo GENIALNIE CUDNIE PRZEPIEKNIE ZJAWISKOWO NIEPOWTARZALNIE za mało słow w słowniku jęz.pol.zeby to opisac bylam pierwszy raz i mam nadzieje ze nie ostatni pozdrowienia for all fanów chyba nie musze pisac jakiego zespolu ;]

  7. vika pisze:

    Koncert Pearl Jam był dla mnie spełnieniem marzeń jeszcze z czasów liceum. W 1994r. usłyszałam na liście radiowej trójki Crazy Mary (nr 1 na mojej muzycznej liście osobistej do dziś), oszalałam!! potem przyszedł czas na inne kawałki. I wreszcie po 13 latach wreszcie nadszedł ten moment, mogłam ich zobaczyć, usłyszeć, poczuć…
    W prawdzie tego kawałka nie zagrali ale koncert był niesamowity. Ciemność, chwila oczekiwania i wreszcie pierwsze takty muzyki, wszyscy od razu na trybunach wstali! Fajnie wyglądał cały stadion, pełno małych światełek z komórek :) wszyscy stali oniemiali, nie mogłam w to uwierzyć że to już oni, że to dzieje się naprawdę!! Podeszłam do tego może zbyt emocjonalnie i kiedy zaczęli grać “Rearviewmirror” poprostu się poryczałam. Na „Black” to samo…

  8. Rafał pisze:

    Tempo w jakim chłopaki grali przez pierwsze pół godziny,to jest właśnie dobra set list.Spin the black circle to podchodzi pod punka:)Rewelacja!Dawno tego nie slyszalem ‚live.A jeśli chodzi o niedosyt,to chyba jest lepszy od przesytu,prawda?Nie wierzę,że skończyli koncert,bo im się nie chciało,albo jakieś kłopoty z gardłem.Ktoś dał ciała z tym trasportem i tyle.Mówi sie trudno. A charyzmę Veddera porównałbym do…tylko po co? How much difference does it make? ;)

  9. Adam pisze:

    Mam 12 filmików z koncertu i trochę zdjęć /wszytskie powiesiłem na http://www.youtube.com – AdamKasia73/. Został mi jeszcze jeden do powieszenia.

    http://www.youtube.com/results?search_query=AdamKasia73&search=

    Koncert był super – 7 lat temu 15 czerwca moja żona była w szpitalu i 6 dni później urodziła się moja 1sza /z 3ech/ DAUGHTER. Teraz ma 7 lat i idzie do szkoły, a ja nie przestałem kochać muzyki PJ. Mogę śmiało powiedzieć, że jest w trójce najbardziej ukochanych kapel mojego życia, obok Kissów i G3.

    Adam /Black/ P.

  10. padda pisze:

    To bylo moje first spotkanie na zywo z nimi..:)Ja byłam z siorą i jej kumpelą :)moj ojciec nas zawiozl sam sluchal caly wieczor,bidok pod hala bo nie mial biletu :P To było dla mnie cos niesamowitego…z jednej strony bylam pewna ze to niecodziennie widziec ich z tak bliska,z drugiej wydawalo mi sie wlasnie tak jak ktos juz cos podobnego wyzej powiedzial jak by to byli starzy znajomi,jakbym codziennie z nimi przebywala…do dzis jestem pod wieeeelkim wrazeniem tamtego magicznego wieczoru..mi nie zalezalo na Jeremym…szczerze mowiac niechetna bylam tego typu utworom jak Black czy Jeremy,wydawaly mi sie juz strasznie oklepane..teraz mi sie zmienilo black zaspiewane razem z publika bylo czyms pozaziemskim *________*
    Brakowalo mi jednak release(szczegolnie po tej ujawnionej set liscie)brakowalo mi kawalkow z binaural i to bardzo :( np.nothing at it seems,insigrificance,betterman z vitalogy i wiele innych …one sa dopiero nieziemskie..nidgy ne zapomne tego porozumienia miiedzy publika a nimi..szkoda ze nie poznalam odrazu amenta jakos sie tak kryl..nawet nie wiedzialam ze mcready z amentem sie gonili xDDD mam tylko 157 niewiele widzialam pomimo ze bylam blisko sceny..troche mnie rozpraszalo to ze w pewnymmonecie zginela mi siora i jej kumpela w kotle ktory sie zaczal jak PJ zaczeli..ehhhhh :)))) ja chce jescze raz ;)))
    Pozdrawiam wszystkich fanów PJ

  11. Łukasz Szczecin pisze:

    Jak żyję nie widziałem i nie słyszałem niczego lepszego. Jest 19 czerwca a ja nie mogę się otrząsnąć. Do zobaczenia na następnym koncercie PJ. Może jak zagrają w Berlinie to się wybiorę. PZDR wszystkich PJ’ejów

  12. Maszkw pisze:

    Trochę szkoda tych kawałków, które wykreślili z playlisty, zwłaszcza „Soon Forget” – zawsze chciałam zobaczyć i usłyszeć na żywo jak Eddie zmaga sie z ukulele:). Fakt, rzeczywiście trochę krótko, ale to jest do wybaczenia, poza tym obiecali, że wrócą:D.

    W każdym razie: brak mi słów, by wyrazić zachwyt:D. I achieved levitation!

  13. slomka pisze:

    @Weronika (15.06)

    Eddie nie powiedział „I thought he would like sth with love but all he wants is weapon” cokolwiek by to mialo znaczyc, tylko powiedzial „I thought he’d like some love song but he wants „Whipping””. Koncert genialny! Szkoda, ze taki krotki.

  14. salwa pisze:

    Był to mój i mojej siostry trzeci koncert PJ. To ona zaraziła mnie tą miłością puszczając mi „Alive” (nagrane na magnetofonie z Trójki a dokładnie lsty M. Niedźwiedzkiego)tak dawno temu… Oczywiście pozostał niedosyt – koncert był za krótki. Ale posłuchanie na żywo Pj budzi we mnie niesamowite emocje i nawet gdyby zagrali tylko jeden kawałek to i tak byłabym szczęśliwa. Największe moje marzenie – pojechać z PJ w trasę i nie opuścić ani jednego koncertu. Pozdrawiam! Do zobaczenia na następnym koncercie:)

  15. jakub pisze:

    koncert wspanialy, oczywiscie za krotki, ale sa naprawde swietni. wielkie brawa…chcialbym cofnąć czas…nie da sie, ale wierze ze bedzie nastepny raz

  16. Goha pisze:

    mimo, że wczoraj minął tydzień od koncertu ten niesamowity klimat ciągle trwa…
    za krótki koncert? ludzie, nawet jakby trwał 5 godzin to i tak by nam było mało!
    najważniesze, że poraził 45 tys. typa (poza paroma sceptykami)do następnego razu! the in between is ours!!!pozdro dla wszystkich zakręconych jak słoik z pearl jamem :)

  17. animal pisze:

    Koncert życia! Takiego klimatu jeszcze na żadnym innym nie przeżyłam, ma chłopak charyzmę. Fajnie, że czujecie podobnie (i nie mówię o tych głuchych, co im za cicho było), bo już myślałam, że tylko mnie wyjęło z Matrixa:) Pozdrawiam i mam nadzieję, że wkrótce spotkamy się na kolejnym koncercie Marmoladek!

  18. panta_rei pisze:

    EDI JAK SZAMAN PORYWAŁ TO LUDZKIE PLEMIĘ ZGROMADZONE NA PŁYCIE BOISKA … NIE ZAPOMNĘ TEGO KONCERTU DO KOŃCA ŻYCIA! PJ WRACAJCIE DO NAS JAK NAJSZYBCIEJ BO JUŻ POŁAŁU AKUMULATORY MI ZACZYNAJĄ NAWALAĆ …

  19. juras pisze:

    keep on rockin’in the free world!!!Było super poprostu ,,atmosfera” tak jak polski dżem z ryśkiem porywał serca ludzi tak i amerykańki pearl jam wskszesza wiarę muzykę….

  20. panta_rei pisze:

    do jurasa: My z kumplami byliśmy na grobie Ryśka w Tychach po koncercie cieszę się że koś ma podobne odczucia co do kwestii polskiego Dżemu … I will light the match this morning, so i won’t be alone …

  21. Marcin pisze:

    Koncert Świetny:)Kocham ten zespół.

  22. amelia pisze:

    Cholera jaśnista jak ja wszystkim którzy byli w CHorzowie zazdroszczę!!! Jak czytam te komentarze pełne zachwytu to aż płakać mi się chce że mnie tam nie było:( Niestety nie mogłam jechać na PJ ale jak widzę i słyszę te materiały z koncertu to aż ciary łażą mi po plerkach (Black:) nawet taka mikra namiastka robi wrażenie… Ja byłam tylko na Torwarze ale do dziś świetnie pamiętam tamten koncetr.
    Pozdrawiam wszystkich zagorzalców i nowych „wyznawców” PJ serdecznie – i mam nadzieję do zobaczenia kiedyś na koncercie

  23. subpop pisze:

    Czytam wasze komentarze i widzę że bardzo często pojawiają się zwroty „nie żałuję” … Zastanawiam się czego tu żałować lub nie… Obecność na koncercie (nawet nieudanym, choć o takim nie słyszałem)-Pearl Jam w swoim kraju jest lekturą obowiązkową a wrażenia trudne do opisania. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie do następnego razu oby jak najszybciej… state of love and trust…

  24. Alex pisze:

    Subject: mp3 download (leatherman/improv/daughter)

    Down below is the link for downloading the foregoing songs:

    http://www.sendspace.com/file/3n2n6o

  25. navri pisze:

    pisze z lekkim opóźnieniem – bo to już prawie 3 tygodnie od koncertu – ale jestem ciągle pod wielkim wrażeniem. to co przeżyłem jest niepowtarzalne i jakieś takie magiczne. to był mój któryś z kolei koncert PJ i muszę powiedzieć, ze był najlepszym, na którym byłem. i nie ważne ze był krótki, ale ze był petardą i kwintesencją PJ. pozdrowienia dla wszystkich, którzy byli i mogli doświadczyć tego co ja.

  26. Maciek pisze:

    Kurde ja żałuję bardzo :(. Sesja była i nie mogłem ;[. Chyba będe tego żałować do końca życia ;P.

  27. f pisze:

    …po koncercie…być może był to ostatni tramwaj…….i jakiś chłopak miał przy sobie dyktafon może radio…nie wiem….ale z tych małych głośniczków wydobywał się Pearl Jam…tak po prostu…nikt się nie odzywał…….taka wymowna cisza….i PJ……tak jakoś mi się przypomniało…..było cudnie…… nie zapomnę….

  28. rafał pisze:

    słucham ich od 15 lat..połowę mojego życia…i dopiero teraz mogłem pójść na ich koncert, wcześniej niestety się nie złożyło…to było po prostu coś pięknego, niezapomnianego…cudowne przeżycie…kupiłem sobie 7 płytowe Pearl Jam Live at The Gorge 05/06 i słucham w kółko, wszędzie…PJ na płytach to coś wspaniałego, ale PJ na koncercie..drugiej takiej muzyki nie ma nigdzie na świecie

  29. Katarzyna pisze:

    Witam ponownie, dopiero teraz, 8 lipca 2007r., w dzień swoich 26 urodzin dostałam „Tena”. Mam różne wydawnictwa PJ ale nigdy nie dorobiłam się WłAśNIE TEGO. Od niedzieli słucham non stop. Jetem oszołomiona, pomimo,że zam wszystkie kawałki na pamięć…
    Ale kiedy słyszę „Black” to łzy płyną po policzkach…do końca życia nie zapomnę tego …tururutu tururu…
    DOSKONAłOść. Właśnie leci teraz…

    Polecam:

    http://www.youtube.com/watch?v=3AwKVHPxKGg

  30. PiCiA pisze:

    Ach przez ten koncert pokochałem Pearl Jam na nowo,przyznaję,że bardzo rzadko do niego wracałem przez ostatnie 6 lat, ale po koncercie nic nie jest takie jak przedtem.Jeszcze niedawno mówiłem, że Edek skrzeczy,przynudza i wogle, wiadomo nie śpiewa tak jak kiedyś i wiadomo,że nagle nie zacząłem odbierać inaczej jego śpiewu, ale ten koncert przypomniał mi jak miałem lat 14 i pokochałem PJ i ten moment jak jestem na ich koncercie,że zaprzepaściłem tyle lat bez Pearl Jamu
    a teraz znowu jestem gotowy otworzyć się cały na nich bo czuję, że wydoroślałem
    a Eddie cudownie skrzeczy :D

  31. PiCiA pisze:

    Można było dać Edkowi jakąś pamiątkę przy okazji jak brał kartkę od ludzi z USA, 100 friends, 100 shows, Thank You, pewnie czaicie, bo stali obok mnie, ale co tam, zajebiście zobaczyć chłopaków i Edzia tak z bliska, czekam na następny koncert
    i mam taką cichą nadzieję, że bliżej będzie, ale dla Pearl Jamu mogę znowu jechać na drugi koniec Polski.

  32. Adrian pisze:

    Siema dziś dopiero zobaczyłem że był tu chorzowski koncert na mp3 niestety tylko pierwszą część udało mi się ściągnąć czy był by ktoś tak dobry i wrzucił gdzieś resztę, chciałem sobie przypomnieć ten koncert przed Openerem, bo tam oczywiście też jadę by znów na żywo usłyszeć PJ:D z góry dziękuje!

  33. Adrian pisze:

    A właśnie napisaliście rozczarowanie…ja uważam ten koncert za najlepszy w moim życiu, a to dla tego że był taki prawdziwy to nic że się spóźnili, to nic że nie zagrali wszystkiego co zagrać mieli. Moim zdaniem zespół który tak jak Pearl Jam jest tak prawdziwy na scenie wszystko jest żywe i live, daje najlepsze wspomnienia. Ja nie czułem po tym koncercie niedosytu ale ciesze się że teraz w czwartek będą grali 2,5 godz o ile się coś nie zepsuje jak ostatnio:D

Dodaj odpowiedź